U behawiorysty

O tym, jak zostać trenerem psów, jakie są blaski i cienie tego zawodu, jaki kurs szkolenia psów warto wybrać, rozmawiam z Agatą Tokaj – trenerką i behawiorystką.



Agata, jak zostać trenerem psów? Właściwie to trenerką. Jak to się stało w twoim przypadku?

Zaczęło się właśnie trochę od przypadku. Ponieważ byłam wolontariuszką w schronisku i chciałam pogłębić swoją wiedzę w tym obszarze,  poprosiłam na urodziny o kurs dotyczący pracy z psem schroniskowym. Niestety okazało się, że kurs nie jest już dostępny i mój chłopak zrobił mi wspaniałą niespodziankę – dostałam od niego uczestnictwo w kursie trenerskim.
Drugim wydarzeniem, które miało wpływ na chęć pogłębionej pracy z psami była adopcja psa Adiego, chwilę przed rozpoczęciem kursu trenerskiego. Adi był psem problemowym i wymagał dużej ilości pracy.

Zatem te dwa wydarzenia – kurs w prezencie na urodziny i pojawienie się Adiego – były moim początkiem drogi do zostania trenerką psów.

Domyślam się, że było coś jeszcze – świadczy o tym twoja współpraca ze schroniskiem. Mam na myśli miłość do psów.

No tak, psy były od najmłodszych lat obecne w moim życiu i domu. Z perspektywy z pewnym smutkiem myślę o tym, jak wiele błędów popełniłam w wychowaniu i współistnieniu z moimi psami. Że często nie zaspokajałam ich potrzeb. Ale wracając do schroniska, to kiedy umarł mój doberman, a ja myślałam, że nie jestem gotowa na adopcję lub kupienie nowego psa, zaczęło mi brakować bliskości zwierząt. Znalazłam schronisko niedaleko mnie, w którym mogłam pomagać wyprowadzać psy na spacery. Bardzo mi się spodobało i byłam tam wolontariuszką przez trzy lata. To doświadczenie spowodowało, że teraz bardzo lubię pracować z psami, które mają za sobą trudne przeżycia, tak jak moi podopieczni ze schroniska. A wracając do pytania, to tak, bez miłości do psów to wszystko by się nie wydarzyło. Ona jest, moim zdaniem, niezbędna do tego, żeby zostać trenerem psów.

Czy trener psów to praca marzeń?

Na pewno daje ogromną radość i satysfakcję. Kiedy patrzysz na to, jak pies robi postępy, jak się zmienia, jak dzięki twojej pracy poprawia się relacja między opiekunem a psem – to daje wielką frajdę. Nie jest to praca dla osób, które lubią spokój, ciszę, regularność. Trafiasz na różne psy i różnych ludzi, a to praca przede wszystkim z opiekunami psów. Pracuje się często wieczorami i w weekendy. W mrozie i upale. Nie da się nudzić. Ta praca to też ciągłe samodoskonalenie, kursy i poszerzanie wiedzy. Myślę, że dla zwierzolubów, takich jak ja, to może być praca marzeń.

No dobrze, podjęliśmy decyzję o zapisaniu się na kurs trenera psów. Który wybrać? Czym przy tym wyborze się kierować?

Mogę mówić o swoich doświadczeniach. Trafiłam na kurs do Zosi i Piotra i uważam, że to był wspaniały wybór. Od początku zachwycił mnie pewien, może nie najważniejszy aspekt – możliwość uczestnictwa w kursie z moim psem. Bałam się, że będę oceniana – jak ktoś z takim nieogarniętym psem, może chcieć być trenerem. Ale było zupełnie inaczej. Nikt tego nie komentował, nie byłam oceniana. Dostałam natomiast olbrzymią porcję wsparcia.

Ważne, że podczas kursu uczyliśmy się nie tylko komend, haseł i sposobu nauki psa, ale równie dużo czasu poświęcaliśmy na emocje psa, na komunikację psów, na psie potrzeby.

Kluczowe jest też przygotowanie, dorobek i doświadczenie osób prowadzących kurs. Dla mnie Piotr i Zosia byli świetni, a szczególnie urzekł mnie fakt, że dużo pracowali z psami schroniskowymi, co było dla mnie szczególnie ważne. To często bardzo trudne przypadki i praca z nimi jest olbrzymią lekcją dla każdego, kto zajmuje się zachowaniem psów. Poza tym Piotrek to bardzo doświadczony trener i behawiorysta, pracował z tysiącami psów, co przekłada się na olbrzymią wiedzę.

Czasem zamiennie używane są pojęcia trener psów i treser psów. Czy jest tu jakaś różnica, czy to bez znaczenia?

Różnica jest ogromna. Na kursie trenerskim uczymy się trenować z psem. Jako trenerzy robimy ćwiczenia, które mają być przyjemne dla zarówno dla psa jak i dla opiekuna. Dbamy o dobrostan zwierzęcia i komfort jego życia oraz bardzo dużą wagę przykładamy do budowania dobrej relacji opiekuna z psem. To podstawa w pracy trenera.
Treser to jakiś przeżytek kojarzący mi się z czasami, gdy tresowano zwierzęta, żeby wykonywały sztuczki w cyrku. Tam liczył się tylko efekt. Zwierzęta były gnębione i zmuszane metodami awersyjnymi, do robienia rzeczy, na które nie miały ochoty. Dla mnie to bardzo nie w porządku. Psy są członkami rodziny, krzywdzenie ich, wykorzystywanie, jest niemoralne. Psy trenujemy, a nie tresujemy.

A po zakończeniu kursu można od razu zacząć pracę trenera?

Myślę że po takim kursie fajnie jest popraktykować, sprawdzić swoją wiedzę i nowo nabyte umiejętności na przykład na psach rodziny i znajomych. Warto też rozpocząć wolontarystyczną współpracę z psią fundacją lub ze schroniskiem. Praktyka i doświadczenie są w tym zawodzie niezwykle ważne. Dlatego też ważne jest, żeby uczyć się zawodu od kogoś, kto jest trenerem prowadzącym własną szkołę i może zapewnić praktyki zawodowe.

Co jeszcze poradziła byś osobom, które rozważają zapisanie się na kurs i rozpoczęcie kariery trenera psów?

Żeby mieli dużo cierpliwości, nie spodziewali się natychmiastowego rozpoczęcia wielkiej kariery, ale systematycznie i ciągle dążyli do rozwoju. Kurs to tylko początek. Potem musicie się rozwijać dalej, jeździć na seminaria, spotkania, wykłady, oglądać webinary, śledzić nowości w branży psiej. To zawód, w którym nie przystajesz się uczyć. No i praktyka, ona jest kluczem do bycia dobrym trenerem lub behawiorystą. Bez spotkań i treningów z psami nie da się osiągnąć sukcesu. Każdy pies jest w stanie nas czegoś nauczyć. A jeśli będziecie zdeterminowani i otwarci na wiedzę, to będziecie mieć wspaniałą pracę blisko ukochanych zwierząt.

Mam nadzieję, że tą rozmową zachęcimy kogoś do zostania trenerem szkolenia psów.

Ja też, bo im więcej dobrych, świadomych osób w tym zawodzie, tym lepiej. Dla psów. Bo przecież to ich dobro jest tutaj najważniejsze.

Dzięki za rozmowę.

Podziel się Facebook